Maj 2011
- Weekendowy wypad do Kopenhagi cz. I
- Nyboder i Kastellet cz. II
- Uroczysta zmiana warty cz. III
- Muzeum browaru Carlsberg cz. IV
- Ogrody Tivoli cz. V
- Rejs kanałami Kopenhagi cz. VI
- Wieża Rundetaarn cz. VII
- Vor Frelsers Kirke cz. VIII
- Wolne Miasto Christiania cz. IX
- Bonus cz. X
Albumy
- Weekendowy wypad do Kopenhagi Maj 2011
- Zajezdnia remontowa SKM Gdynia
- Asia i Jakub Fotografia ślubna
- Podróż do Nowej Zelandii Nowa Zelandia 2010
- Klatka schodowa starej kamienicy Architektura
- Andrzej i Ola Fotografia ślubna
- Porsche 911 Carrera Motoryzacja
- Honda CBR600 RR Motoryzacja
- Anna i Mariusz Fotografia ślubna
Weekendowy wypad do Kopenhagi
Maj 2011cz. I
W maju postanowiliśmy wyskoczyć na weekend do Kopenhagi. Wyjazd zapowiadał się ciekawie - masa atrakcji, mnóstwo ważnych punktów, kawał drogi i bardzo mało czasu. Strzałem w dziesiątkę było zamówienie karty cOPENhagen. Dzięki karcie do większości miejsc wchodziliśmy za darmo, karta obejmowała całą komunikację miejską w Kopenhadze łącznie z metrem, autobusami wodnymi i wodnymi wycieczkami Canal Tours. Połowę wartości karty kosztowałby sam bilet na metro, druga połowa zwróciła się przy wstępach na liczne atrakcje i muzea. Warto wspomnieć, że karta ważna była przez 72h od daty wpisanej przez jej posiadacza i umożliwia mu dostanie się nawet na lotnisko.
Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy podróżą promem Wawel ze Świnoujścia obsługiwanym przez Polferries. Skorzystaliśmy z promocji Happy Driver + 5 osób, dzięki czemu udało się zaoszczędzić trochę grosza :-) Na przystani byliśmy chwilkę po 20-ej, więc do 22:30 jeszcze trochę czasu było. Ładowanie promu masakrycznie się dłużyło, a ilość tirów, która wjechała na prom była zdumiewająca. Wyglądało jakby wjechało trzy razy więcej ciężarówek niż na promie może być miejsca :-)
Bardzo dużym plusem był fakt, że kabiny wyposażone są w gniazdka elektryczne 220V. Dodatkowo na promie znajduje się restauracja, sklep i dyskoteka. Można płacić w walutach: PLN, DKK, SEK. Przepyszna kolacja w restauracji na promie, ceny mimo monopolu nie były mocno wygórowane. Do kolacji skromnie jedno piwko do kolacji, bo z rana spodziewaliśmy się kontroli...
I tak też było, gdy o świcie wpływaliśmy do Ystad, już z okien kabiny było widać kontrolę trzeźwości prowadzoną przez szwedzką policję. Ponieważ prom opuszczaliśmy dosłownie ostatni, to jakimś cudem kontrola nas ominęła. Wskoczyliśmy na bezpłatną autostradę i po niedługim czasie podziwialiśmy pierwszą atrakcję naszego programu. Chodzi oczywiście o most nad Sundem łączący wyspę Zelandię ze Szwecją. W tym celu udaliśmy się na jedyny punkt widokowy (Utsiktsvägen, Malmo, Sverige) przy restauracji Luftkastellet.
Oresund składa się z mostu o długości 7845m, sztucznej wyspy o długości 4055m i tunelu o długości 3510m. Najdłuższe przęsło ma 490m, zaś pylony mają po 204m. Mimo że prześwit do lustra wody w najwyższym punkcie wynosi aż 57m, większość kapitanów statków decyduje się na przepłynięcie ponad tunelem. Most został oddany do użytku w połowie roku 2000. Budowa mostu trwała 4 lata i kosztowała ponad 20 miliardów złotych. Według założeń, koszt budowy mostu zwróci się ok. 2035 r. Tunel jest zbudowany z połączonych prefabrykowanych elementów o masie 55 tysięcy ton każdy, które ułożone są na dnie morza.
Co ciekawe, z drugiej strony wyspy znajduje się podobna konstrukcja most oraz tunel łączący Zelandię z Fionią. Jest to most nad Wielkim Bełtem - jest on jeszcze większy od mostu nad Sundem.
Pamiątkowe zdjęcia zrobione i ruszamy dalej - do hotelu. Przejazd mostem zajął parę minut, warto wspomnieć, że był on bezpłatny dzięki biletom Polferries. Na każdym bilecie mieliśmy po dwa numery, które pozwalały nam skorzystać dwukrotnie z przejazdu bez opłat.







wychodzi chłopiec nagi
i podaje swoją złotą nagość
jak na talerzu z Kopenhagi.
O !!! Swoją drogą pięknie ........
Adres e-mail*:
Treść komentarza*: